środa, 9 grudnia 2009

wtorek, 8 grudnia 2009

Jujuy - Cafayate, czyli maska w strone deszczu

Chrzest bojowy zaliczony...
Jujuy-Cafayate, 340km, 12,6l/100.

Pierwotnie mialem zamiar zgarnac kogos z Salty i jechac do Catchi,jednak argentynska rzeczywistosc zweryfikowala troche plany. Po pierwsze wyjechalem ze 2-3h za pozno, po drugie w Salcie nie bylo zadnych turystow, po trzecie za Salta zaczelo padac i wyciadly mi wycieraczki.. Zdecydowalem sie wiec odpuscic Catchi i pojechac pewniejsza i prostsza droga od razu do Cafayate. Wobec dzialajacej jednej wycieraczki od strony pasazera czesc trasy poprowadzilem w zasadzie siedzac mocno z prawej strony wozu,co by miec jakas iluzje widocznosci. Szczesliwie w najtrudniejszym odcinku trasy bylo sucho i spokojnie doturlalismy sie o 23 do Cafayate.Dzis,po naprawie wycieraczki na naoliwieniu wozu, ruszam w strone Belen upragniona Ruta 40.


ps. zdjecia pochodza z przejazdu przez Paso de Jama i sa autorstwa Moniki F.





poniedziałek, 7 grudnia 2009

dzienniki samochodowe..

Weekend obfitowal w kilometry nawijane na kola pocziwego ¨Czeslawa¨ ktory pod czujnym okiem naszej trojcy oraz okiem pewnej uroczej amerykanki z Idaho, przebijal sie 520 km do San Pedro de Atacama i z powrotem do Jujuy przez Paso de Jama. Widoki takie, ze brakuje slow, wiatr taki, ze duza elektrownia wiatrowa zasilila by cala Argentyne..
Samochod sprawuje sie bez zarzutu, pali mniej niz zakladalem(w wysokich gorach circa 15-16l), nowe waskie opony daja rade.

Z ciekawostek -

1. na 4700 m npm silnik traci dobre 50% mocy..
2. na 4000m npm spotkalismy umierajacego Poloneza Caro ( prawdopodobnie inzynierowie nie zaprojektowali tej jakze genialnej konstrukcji do warunkow wysokogorskich..przy utracie 40% mocy w Polonezie zostaja jakies..4 konie mechaniczne?)

Za godzine rozstaje sie z argentynskimi i polskimi przyjaciolmi,zostawiam Jujuy na soba i smigamy z czeslawem w strone ruta 40 i Cafayate.

czwartek, 3 grudnia 2009

¨Kirgiz goni konia..¨ w Jujuy!

Od 3 dni, przemieszkujac u przemilej argentynskiej rodziny z polskimi korzeniami,szukamy w okolicach San Salvador de Jujuy odpowiednich kobyl bedacych w stanie przetrwac to :
Zadanie utrudnia nam zdecydowanie tzw. ¨argentynska maniana¨, objawiajaca sie straszliwym ¨manianizmem¨..Jak to wyglada? Otoz umawia sie czlowiek szukajacy konia z czlowiekiem majacym konie, ze ten drugi jutro sciagnie zwierzeta z jakis blizej nieokreslonych pastwisk,aby mozna je bylo przed kupnem ocenic fachowo.Nastepnego dnia okazuje sie,ze konie beda jednak jutro, bo troche padalo w nocy i jakos tak wyszlo..Kolejny dzien przynosi ogromna niespodzianka - poniewaz w nocy nieco padalo, konie beda jakos innego dnia, jak zejda z blizej nieokreslonego pastwiska..
Mniej wiecej tak samo bylo w przypadku wyciagania traktoriadowej Toyoty z kleszczy urzedu celnego w Jujuy..ale, przynajmniej w przypadku ¨Czeslawa¨, walka z ¨manianizmem¨ powiodla sie!


środa, 2 grudnia 2009

sin titulo

Sa na Ziemi miejsca,do ktorych warto jechac tygodniami..

ps. i moze nawet warto dla nich zjesc troche kolendry..troche

(Salar de Uyuni i okolice/Altiplano/Boliwia)































wtorek, 1 grudnia 2009

mapka


Ver EtnoAndes en un mapa más grande

Tupiza,czyli dziki zachod w wersji bolivian 2.0

Niecale 3 dni w Tupizie bylo jak zywcem wyciete z filmow z Clintem Eastwoodem pomykajacym na koniu przez prerie. Okolice sa tu idealnie w tych klimatach,co w polaczeniu ze wrodzonym miastom boliwijskim lenistwem dalo doskonala mieszanke. Tak wiec 2,5 dnia lazenia po okolicy,jedzenie niesmiertelych kurczakow i rozmow z polskimi fenomenalnymi ksiedzmi rzadzacymi w miejscowej parafii..coool!