wtorek, 1 grudnia 2009

mapka


Ver EtnoAndes en un mapa más grande

Tupiza,czyli dziki zachod w wersji bolivian 2.0

Niecale 3 dni w Tupizie bylo jak zywcem wyciete z filmow z Clintem Eastwoodem pomykajacym na koniu przez prerie. Okolice sa tu idealnie w tych klimatach,co w polaczeniu ze wrodzonym miastom boliwijskim lenistwem dalo doskonala mieszanke. Tak wiec 2,5 dnia lazenia po okolicy,jedzenie niesmiertelych kurczakow i rozmow z polskimi fenomenalnymi ksiedzmi rzadzacymi w miejscowej parafii..coool!








poniedziałek, 23 listopada 2009

Potosi, czyli zycie czlowieka pracy

Dzis trudno to sobie wyobrazic,ale ok. 400 lat temu Potosi lezace na wysokosci ponad 4 tys m. npm bylo najbogatszym miastem obu Ameryk. Wszystko dzieki srebru ukrytemu w czelusciach Cerro Rico wznoszacej sie nad miastem, ktora, przez wieki, kosztem okolo 8 milionow istnien ludzkich (zarowno indian jak i niewolnikow sprowadzanych z Afryki) dostarczala gigantycznych ilosci srebra. Dzis, nadal, po prawie 5 wiekach Cerro Rico i inne okoliczne wzgorza utrzymuja przy zyciu 22 tysiece miejscowych gornikow.

Do Potosi przyjechalismy z Sucre w zasadzie tylko w 2 celach - zakupu jakis srebrnych swiecidelek (nie udalo sie) oraz zobaczeniem jak w XXI wieku pracuja boliwijscy gornicy (udalo sie). To drugie doswiadczenie powalilo nas na lopatki i wywarlo gigantyczne wrazenie, ktorego, prawde mowiac, zupelnie sie nie spodziewalismy.

Kopalnie w Cerro Rico mozna zwiedzic z miejscowymi gornikami i jest to dzialalnosc jak najbardziej legalna, oferowana przez miejscowe biura turystyczne jako najwieksza atrakcja Potosi. Po wizycie w kilku sklepikach gorniczej czesci miasta i zakupie 2 lasek dynamitu (po 5zl kazda) oraz sporej ilosci lisci koki (po 2zl za worek) dla pracujacych pod ziemia (zwyczajowo nalezy sie dzielic liscmi z mijanymi pod ziemia gornikami) zwiedza sie ¨fabryki¨ oczyszczania urobku, po czym wchodzi sie w ciemny tunel prowadzacy w glab gory.
Jesli ktos nie potrafi sobie wyobrazic piekla, niech zejdzie pod ziemie w Potosi. W korytarzach czesto polmetrowej wysokosci, czolgajac sie w bardzo malo zdrowych oparach i pyle kruszonej skaly, w i tak juz rozrzedzonym wysokoscia powietrzu rozgrzanym do ponad 40 stopni doczlapalismy po godzinie do mikro komnat wykutych w skale, gdzie pracuja gornicy. Nie mozna sobie wyobrazic ciezszych i bardziej nieludzkich warunkow pracy. Spotkalismy gornika o wygladzie 80-latka pracujacego tak juz 35 lat (co sie tu prawie nie zdarza, bo gornicy umieraja zazwyczaj po 15-20 latach pracy) i mlodych chlopakow pracujacych tu od 2 lat. Wszyscy skrajnie zmordowani praca, bez innej alternatywy na zycie. Straszne..
Nam, mimo dobrego zdrowia i kondycji, ledwo udalo sie wyczolgac na powierzchnie,majac kilka razy watpliwosci, czy da sie nieprzytomnego czlowieka wyciagnac z takich czelusci na swierze powietrze...

Zdecydowanie najmocniejsze przezycie w Boliwii jak do tej pory i jedno z najmocniejszych w naszych wszystkich podrozach.

ps.zdjecia pochodza z przepastnych zasobow sieci www, sredniowieczna rycina takze



niedziela, 22 listopada 2009

Trynidad&Cochabamba&Sucre, czyli z pampy w gory..

Czas uzupelnic umierajacego bloga nowym turystycznym ¨miesem¨ prosto z boliwijskich bezdrozy..

Odslona 1 - Trynidad

Kolejne leniwe miasto boliwijskiej pampy.. Chociaz ludzi,samochodow i samolotow juz znacznie wiecej niz przez ostatnie kilkaset blotno-piaszczystych kilometrow, to nadal wirus pampy wisi w goracym i wilgotnym powietrzu. W kawiarniach zywcem przeniesionych z zapadlej kubanskiej Hawany siedza calymi godzinami przy lodach i skoku pomaranczowym starsi panowie, o wygladzie zupelnie europejskim. Zapewne przez ostatnie dziesieciolecia zeby zjedli na okolicznych wielkich farmach, zeby teraz, kiedy nic juz nie jest specjalnie wazne, siedziec i patrzec na piekny plac im. generala Ballivara w Trynidadzie. A bialy turysta z Europy przy stoliku obok zastanawia sie, dlaczego trzeba jechac 15 000 km zeby zobaczyc prawdziwy spokoj i prawdziwe lenistwo..

Odslona 2 - Cochabamba

Do Cochabamby dotarlismy z Trinidadu po spektakularnym locie zakonczonym spektakularnym ladowaniem malego, 19-osobowego samolotu Fairchild Metro 23 kompanii Aerocon. Przyjemna pogoda, gigantyczny bazar i piekne zabytki zatrzymaly nas na kolejne 2 dni wypelnione kilometrami wedrowek i lapania miejscowego klimatu.. Koleny etap to nocna jazda do Sucre, urozmaicona 8godzinna burza z piorunami oraz osuwiskami tarasujacymi nasza,lezaca daleko od asfaltu, droge do konstytucyjnej stolicy Boliwii.

Odslona 3 - Sucre

Sucre mialo byc najpiekniejszym miastem Boliwii i zdecydowanie nie zawiodlo oczekiwan. Masa slicznych kamienic, pieknych kosciolow, uroczych uliczek i widokow na otaczajace gory po raz enty zadaly klam opiniom o skrajnej biedocie i niebezpieczenstwach czajacych sie w Boliwii. Sucre bylo skrajnie chilloutowe, przyjemne i estetyczne, zupelnie nie przypominajac stereotypowych zapadlych slamsow z opowiesci o najbiedniejszym kraju Ameryki Poludniowej. Generalnie Boliwia nas ciagle zaskakuje. Majac spore doswiadczenia z jezdzeniu po naprawde biednych miejscach w Azji, ta boliwijska bieda ma dla nas jakis taki calkiem pozytywny, mimo wszystko, obraz, obraz umorusanego dzieciaczka bawiacego sie na chodniku obok pilnujacej go mamy zaopatrzonej nieodlaczny melonik(keczua) lub kapelusz (ajmara, o ile czegos nie pokrecilem). Wszyscy usmiechenieci,pomocni, chetnie nawiazuja rozmowe,nie oszukuja.. piekny narod..


W nastepnym odcinku :
4100 m. npm, Potosi, Cerro Rico, czyli najprawdziwsze pieklo czlowieka pracy.











sobota, 21 listopada 2009

czwartek, 19 listopada 2009

Bolivia..una locura!!

W Boliwii rzeczy dzieja sie tak - idziesz sobie ulica w malym miasteczku o klimacie tak leniwym, ze nasz zwyczajny niedzielny poranek wydaje sie przy nim koncertem Metalliki..zachadzasz do jakiegos pomieszczenia o jednym biurku, na ktorym lezy jeden zeszyt i siedzi jedna pani, zapytac o najblizszy ¨punkt dostepu do internetu¨..by po 18 minutach siadac obok pilota mini awionetki lecacej do oddalonego o 100 km bagnistej drogi miasteczka..
Boliwia jest ze wszech miar fajna!







wtorek, 17 listopada 2009

Bolivian highway








Co sie dzieje,jesli na boliwijskie ziemne drogi spadnie spora ilosc deszczu?Boliwijska droga zmienia sie w droge syberyjska, po roztopach.. To wlasnie spotkalo nas na czesci trasy z San Borja do San Ignacio de Moxos.. Fakt pokonania takiego bajora wozem napedzanym na jedna os zakrawa na maly cud,ale alternatywa bylo czekanie kilkanascie godzin na hipotetyczne slonce teoretycznie majace osuszyc cos na ksztalt drogi.